Chrześcijanie świata arabskiego - Image Hosted by ImageShack.us

Kilka słów tytułem wstępu

Strona powstała, by podzielić się wrażeniami z rowerowego wyjazdu do Turcji w maju 2006 roku. To moja pierwsza strona internetowa i posiada wiele niedociągnięć. Uznałem jednak, że lepiej od razu pokazać taką, niż udoskonalać ją do zimy.

O autorze

Nazywam się Roman Wantoła i chętnie zwiedzam świat rowerem. Do tej pory zwiedziłem spory kawałek Polski i Europy, podróż do Turcji była pierwszą poza kontynent europejski.
Mój adres email: rwantola@wp.pl

O współuczestniku podróży

Współuczestnik, czyli Robert Malcher posiada znakomitą stronę, którą polecam odwiedzić www.sakwiarz.pl. Na jego stronie znajduje się również galeria (moja jest sporo większa, więc można sobie wybrać co kto woli), mapa i statystyki, a wkrótce pojawi się opis wyjazdu. Oprócz wyjazdu do Turcji znajdują się tam opisy wcześniejszych wypraw Roberta, w tym część z moim udziałem.

Galeria zdjęć

Zapraszam do galerii ze zdjęciami, jednak zachęcam najpierw do przeczytania kilku słów opisu poniżej.
Zdjęcia robiłem Canonem G6. Robert miał Canona G3 oraz robił slajdy analogiem Canon EOS-500 (niestety skany slajdów są marnej jakości).

Wszelkie prawa do zamieszczonych na tej stronie zdjęć i tekstów należą do autora - Romana Wantoły (o ile nie zaznaczono inaczej np. (by Romal) - autor Robert Malcher - kontakt przez stronę www.sakwiarz.pl). Jakiekolwiek wykorzystanie zdjęć zamieszczonych na tej stronie wymaga bezwzględnie wcześniejszego kontaktu z autorem.

Artykuł

Napisałem artykuł/relację dla pewnego magazynu rowerowego, ale ostatecznie nie został wydrukowany. Umieściłem go tutaj
Poniżej krótszy tekst, który napisałem zanim powstał artykuł.

Trochę prozy dla wytrwałych

Planuję znacznie rozszerzyć ten punkt i go uporządkować...

Do Turcji nie miałem ochoty w ogóle jechać, pojechałem bo niespodziewanie trzeba było wykorzystać urlop, a akurat z Robertem mogłem się "gdzieś dalej" wybrać. Jak trochę poczytałem o Turcji, to najbardziej chciałem zobaczyć wschód. Robert chciał jednak przejechać całą, więc jechaliśmy z Izmiru (były plany z Antalii, ale samolot był dużo droższy).

Trochę o zwiedzaniu

Wiele zabytków nie widzieliśmy, generalnie rozczarowywały, najczęściej przereklamowane z punktu widzenia europejczyka (gdzie tam im do naszych średniowiecznych miast, katedr itp), często zaniedbane, a wręcz zdewastowne, albo cała otoczka dla turystów była denerwująca, do tego nagminne naciąganie turystów.
Jeśli chodzi o miasta, to wystarczy zobaczyć kilka i już wiadomo jak wyglądają wszystkie - wszędzie ten sam bałagan, brud, hałas i chaos ;). Oczywiście warto zobaczyć, dla nas to egzotyka.
Meczety nie są zbyt ciekawe, nawet te polecane przez przewodniki.
Poza tym to wielki kraj, jest mnóstwo ciekawych miejsc jeszcze nie opisanych w przewodnikach i trudno dostępnych bez własnego środka transportu.
Dla mnie największą atrakcją były krajobrazy: wulkany, różnorodne góry, step, jeziora górskie, wioski i miasteczka wyglądające jak kilkaset lat temu, koczownicy (z drugiej strony to oczywiście bieda po prostu, jakiej już u nas nikt nie pamięta...). Dodatkowo życzliwi ludzie często pozdrawiający i zapraszający na herbatę. Dużo jeździliśmy drugorzędnymi drogami, a nawet bocznymi. Mogę polecić taką podróż, nastawienie się na klimat i wybranie własnej drogi, nieopisanej w żadnym przewodniku.

Parę słów na temat Kurdystanu i sytuacji tam panującej

O ile do Van i w okolice turyści jeżdżą i coś tam w przewodnikach o tych terenach jest, to nie mogłem znaleźć żadnych aktualnych informacji o części południowo-wschodniej Kurdystanu, przy granicy z Irakiem (kusiły nas drogi przez wysokie góry i możliwość ominięcia tranzytowych tras na Iran, a także brak turystyki). Na miejscu okazało się, że informacji nie było, bo po prostu tam turyści nie jeżdżą, a jak już, to pewnie tylko przejazdem - autobusem. Atmosfera jest "ciężka", stwarza ją wojsko niechętnie patrzące na turystów i zniechęcające do dalszej podróży. Kontrole są przy większych miejscowościach, na skrzyżowaniach ważniejszych dróg, posterunki wojskowe mocno ufortyfikowane zawsze min. z jednym wozem opancerzonym, a nawet z czołgiem, żołnierze poruszają się często ciężkim sprzętem, w konwojach, z ciężkimi karabinami maszynowymi. Policja również mocno uzbrojona. Do tego kontrole funkcjonariuszy w cywilu (np. pogawędka, a potem nagle "policja, paszport proszę"). Wojsko ostrzega przed "terrorystami", ale nic konkretnego nie można się dowiedzieć. Wojsko z nikim nie walczy, tak nam wytłumaczył dowódca jednej jednostki, na dowód tego nad miastem widzieliśmy jednostkę z kilkudziesięciama czołgami, w tym jeden wyciągnięty na skraj wzgórza z lufą skierowaną na miasto. W samym mieście przed głównym budynkiem policji opancerzony wóz z CKM. Po Van jeździł wóz opancerzony i wieżyczka z CKMem cały czas się kręciła to w tą, to w drugą... Trochę czasu trzeba, żeby się do tego przyzwyczaić...
Wg informacji od jednego kierowcy ciężarówki, w górach nadal dochodzi do potyczek. Z ostatnich informacji prasowych (18.07.2006): PKK (Partia Pracujących Kurdystanu) posiada bazy w północnym Iraku i robi wypady do Turcji zabijając tureckich funkcjonariuszy bezpieczeństwa (tak twierdzą Turcy. Kurdowie znowu, że to miejscowi, a nie z iraccy Kurdowie).
Nam nic złego się nie przytrafiło, poza kontrolami z nieprzyjemnych przygód mieliśmy tylko jedną nocną, nietypową wizytę zbrojnych, zmaskowanych (tzw. arafatka) miejscowych zaniepokojonych zapewne naszym noclegiem zbyt bliskim wioski (tak wyszło z konieczności). Chyba też liczyli, że jakieś pieniądze wyciągną, ale nie mogliśmy się dogadać ;). Wszystko skończyło się dobrze. Po wyjaśnieniu, że nie mówimy ani po turecku, ani kurdyjsku i jesteśmy z Polski (jesteśmy tam dobrze postrzegani) odeszli z pozdrowieniami.
Byliśmy tam tak wyjątkowym widokiem, że głównym skojarzeniem było dla nich "Turyści z Zachodu?! To pewnie Amerykanie?" (w miejscach turystycznych zwykle myślano, że jesteśmy Niemcami, albo Holendrami). Stwarzaliśmy nawet zagrożenie drogowe przez to, w miastach kierowcy na zielonym zamiast ruszać to na nas się gapili ;) Poza tym wyłącznie oznaki sympatii, czy wręcz entuzjamu. Raz nawet sklepikarz w Baskale był tak dumny, że go odwiedziliśmy, że nie chciał zapłaty za zakupy. W Cizre do obiadu dostaliśmy gratis deser. Zaproszenia na herbatę niemal wszędzie, kierowcy ciężarówek i busów bardzo często proponowali nam podwiezienie z rowerami. Dzieci nie rzucały w nas kamieniami jak to było w środkowej Turcji, ani nie domagały się kasy w ramach przywitania (w Turcji kamieniami 3x razy za nami rzucali - czego oni ich teraz uczą w szkołach, a może w szkółkach koranicznych, o czym rodzice mówią w domu? Chyba źle to wróży dla podróży w następnych latach po Turcji...)
Poza tym góry przepiękne do znudzenia, ale poza znanymi wyjątkami na północ od jeziora Van (Ararat, Suphan) w obecnej sytuacji nie nadają się raczej do chodzenia. Turystyka jest w powijakach i praktycznie dotyczy jedynie okolic jeziora Van i terenów na północ od jeziora. Tam naprawdę warto się wybrać. Niestety zabrakło nam czasu, żeby dojechać pod Ararat.

Kilka słów dla rowerzystów

Większość rowerzystów jedzie na wschód ze Stambułu wybrzeżem Morza Czarnego zbaczając jedynie do Kapadocji (jeśli im czasu starcza), generalnie jadą prowadzącymi tam głównymi drogami i narzekają na ruch i zachowanie kierowców ciężarówek.
My jechaliśmy nietypowo, przez środek Turcji. Dzięki temu ominęliśmy ruchliwe trasy tranzytowe i dopiero na krótkim odcinku pod koniec wyprawy przekonaliśmy się jak to jest gdy nie ma pobocza, a drogą jeżdżą głównie ciężarówki... Drugą zaletą takiej trasy były widoki i nie "skażeni turystyką" ludzie.
Można się przekonać na zdjęciach jak to wyglądało.

W mojej ocenie Turcja to kraj atrakcyjny dla rowerzestów:

  • ruch z reguły niewielki i w co pewnie trudno uwierzyć, ale kierowcy uważają na rowerzystów (z wyjątkiem tras tranzytowych)
  • duże możliwości noclegu pod namiotem na dziko
  • z reguły dostępność wody pitnej przy drogach (wiosna)
  • atrakcyjne, różnorodne krajobrazy, nieograniczone możliwości jazdy bocznymi drogami (niestety niemal brak dobrych map, o jednym atlasie czytałem, ale nigdzie nie widziałem)
  • nieduże zagęszczenie wiosek i miast w środkowej Turcji, jednak wystarczające, żeby zrobić zakupy, czy iść na obiad prawie codziennie
  • jadąc z zachodu na wschód zwykle jest z wiatrem :)